Kategorie: Wszystkie | ENGLISH VERSION | polska
RSS
wtorek, 17 września 2013
PoPROstu GO

1-4 IX 

Z Edmonton ekspresowo przedostałyśmy się do Banff. Czyli w góry :) Stało się to w niedzielę, która była częścią tutejszego długiego weekendu, podobnie jak i nadchodzący po niej poniedziałek. Oznaczało to absolutnie dzikie tabuny ludzi. Miałyśmy szansę oglądać szczytowe obsadzenie campingów, które mają tu tysiące wytyczonych poletek kamperowo-namiotowych. Ludzie przywożą na to łono natury absolutnie wszystko, a już irracjonalne ilości żywności szczególnie. To taka obserwacja, nie będziemy się rozwodzić.

 

Image Hosted by ImageShack.us

pies ultrakompaktowy

Image Hosted by ImageShack.us

Przedmieścia Calgary zwane podobno mrowiskiem

Image Hosted by ImageShack.us

Trochę lepsze widoki z dalszej części drogi

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

I nasza baza pod infomacją turystyczną

Image Hosted by ImageShack.us

 

Później na polu namiotowym spotkałyśmy się (planowo, nie fristajlowo tym razem) z kilkoma Polakami, posiedzieliśmy, pogadaliśmy przy ognisku, a rano zrobiliśmy mały szlak, taki w sam raz na trójkę bardzo małoletnich dzieciaków 2-4yo :)

Ach, zanim zabiorę się za zdjęcia, to wyjaśnię nowy kąt niektórych - dokonały żeśmy niebanalnego zakupu z gatunku GoPro. Trochę szkoda, że się nie złamałyśmy jeszcze w Toronto, ale jak wiadomo – lepiej późno niż później. Jak się uda wymienić komputer, to może i coś zmontujemy.

Rozkmina

Image Hosted by ImageShack.us

 

camping

Image Hosted by ImageShack.us

I wreszcie będzie można pokazać trochę życia namiotu :) Albo nieżycia ;)

Image Hosted by ImageShack.us

 

Dobra, miały być góry:

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Ekipa

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Po porannej rozgrzewce, już same, zrobiłyśmy nieco większy szlak, bardzo ładny z cudnym jeziorem na końcu! W ogóle cała woda tutaj jest piękna, w bajkowych kolorach i w każdą rzeczkę można się gapić godzinami. I tak się gapiłyśmy, aż nam się zrodziło w głowie, żeby jeszcze inną drogą przetestować to dobro :) No i się stanęło. Trochę wątpiłyśmy, czy podołamy, ale kolejny krok w stronę zimowej kąpieli wykonany, szacowana temperatura wody to jakieś 7 stopni, ale termometru nie było, więc dane niepotwierdzone.

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

To wbrew pozorom jest ze zwykłego aparatu i bardzo zwykłego obiektywu. Tylko drzewa poszalały

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

 

Image Hosted by ImageShack.us

Ze specjalnymi pozdrowieniami dla Asi Partyki! :)

Image Hosted by ImageShack.us

 

Ech... Robi się ciężko, bo chciałam skompresować jakoś opowieść, a to nie takie proste... Bardzo skrótowo (do rozwinięcia kiedyś na żywo) wieczorem siedziałyśmy w tzw. gorących źródłach w towarzystwie Toma – Niemca, który od 5 lat zajmuje się full time travelerowaniem. Koniec zdania.

 Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

W wyniku zbiegu licznych okoliczności skończyło się na tym, że spędziłyśmy z Tomem jeszcze następne dwa dni w Louise Lake– najpierw Wanda na kolejnym szlaku i na poszukiwaniu mnie, a potem ja na czekaniu na Wandę. I to były skrótowo te dwa kolejne dni ;)

Mniej skrótowo na szczególną uwagę, ale może i też przemilczenie niektórych szczegółów (omówienie przy okazji wspomnianego spotkania na żywo), zasługuje Wandy szalona wyprawa, na której machnęła w 8,5 h ponad 40 km, robiąc raz przewyższenie 1000m, a potem jeszcze raz ponad 600, myląc szlaki, kąpiąc się w jeziorze, spotykając po drodze niedźwiedzia, nie za bardzo spotykając ludzi i zbierając materiał na jakiś kiedyśtam montaż z tego wybryku. Z wniosków mamy takie, że lepiej mieć dobrą mapę niż słabą, że lepiej iść w grupce niż samemu, być może szczególnie, jeśli grozi za to 5000$ i że chyba jednak niekoniecznie te wszystkie niedźwiedziami straszące tabliczki są tylko atrakcją turystyczną. Ale też, że nie każdego da się byle tabliczką powstrzymać! A nawet byle niedźwiedziem. O.

Fotorelacja z tej wycieczki:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Tu zachęcamy do wypowiedzi kogoś z branży geologicznej:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

 

A poza chodzeniem (Wanda) i internetowaniem (ja, bo moje kolano może wiele, ale na pewno nie schodzić w dół), spędziłyśmy dużo czasu na rozmawianiu i jedzeniu z Tomem. Fajnie było! I takie podróżowanie na pełen etat to chyba wreszcie jest jakaś sensowna opcja na życie.

Pierwszy wieczór, którego nieopisanie powodowane jest próbą streszczenia się nieco. 

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Potem opanowaliśmy już jazdę w trzy osoby samochodem z miejscem na dwie :)

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Pierwsza noc w krzakach przy parkingu i jak się okazało nad ranem - centralnie pod gondolką na szczyt.

Image Hosted by ImageShack.us

Druga noc w miejscu niezwykle malowniczym...

Image Hosted by ImageShack.us

... ale jak się okazało (wcześniej niż nad ranem niestety) 20 metrów od torów. Wspominałam, ze pociągi mają tu ok 200 wagonów?

Image Hosted by ImageShack.us

A tu wieczorny show, czyli opowieści i foty o tym jak Tom sam przepłynął kajakiem to czego nie powinien być w stanie sam przepłynąć i o tym jak w trzy tygodnie (sam) przelazł 222 mile przez północne tereny Kanady.  No i to jest coś. I schudł przy okazji tego drugiego 6kg. Więc jak ktoś potrzebuje zrzucić trochę ciała, to polecamy.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

No i trochę naszego wypaśnego kucharzenia na gazie.

Image Hosted by ImageShack.us

O Boże, niedźwiedź!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Były nawet naleśniki! :)

Image Hosted by ImageShack.us

 

Koniec historyj i fotografyj na dziś. Od tego postu postanawiam ograniczyć się znacznie z relacjami dla oczu, bo rozmiary tego szaleństwa nieco wymknęły się spod kontroli. Choć uspokajam, że olbrzymia obsuwa, która się wydarzyła ma zupełnie inne podłoże. Mam nadzieję, że najbliższe dni pozwolą nieco nadrobić blogowe zaległości. Z okrojeniem powyższego tekstu się udało, to może i reszta jakoś pójdzie.

środa, 04 września 2013
„Plany”

28-31 VIII

Poranek w Dryden

Image Hosted by ImageShack.us

Nie jesteśmy wybredne, walnęłyśmy się koło szosy, grunt, że prawie równo i skoszone.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Taka kieca ;)

Image Hosted by ImageShack.us

Pakowanie, śniadanie, szybkie internetowanie i w tzn. NA drogę.

 

No tak. Plany to coś, czego wolimy nie mieć, a jak już nam się zdarzy, że chyba są, to też się zawsze coś wydarzy. Tak i tym razem... Z Thunder Bay jechałyśmy do Calgary, nawet napis był! A tu się zatrzymuje ciężarówka, która jedzie przez Reginę ( gdzie może nas wysadzić), a dalej do Edmonton. A w Edmonton, jak wiadomo Mel! Chodziło nam już wcześniej po głowie odwiedzenie naszego ulubionego radosnego farmera, a tu jeszcze kierowca opowiada jak to droga do Calgary przez Edmonton jest niewiele dłuższa. No i już we wtorek rano mamy pewność, że w środę koło południa będziemy u Mela. Czy można było zignorować takie zrządzenie losu? :) My się nie odważyłyśmy ;) Świetne było też to, że samochód ciągnął lepiej niż niejedna osobówka, 110 na godzinę to była norma. Po ostatnich podjazdach przeładowanym truckiem, kiedy nasza prędkość spadała do 30 było to miłe zaskoczenie :)

Koniec Ontariowych przyjemności, tym razem widoki za oknam lekko nudniejsze:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

W środę wieczorem zajechaliśmy do Husky (sieć stacji dla trucków), dostałyśmy w prezencie prysznic, rozbiłyśmy się w krzaczorach, a ja jeszcze spędziłam upojne pół nocy pod Timem Hortonsem nadrabiając internetowe zaległości, zanim wpadniemy w czarną dziurę komunikacyjną na farmie.

 Image Hosted by ImageShack.us

Pobudka nie należała do najłatwiejszych. Miałyśmy być przy trucku o 5ej, więc budzik nastawiony na 4.30. Zupełnie nie wiem jak to się stało, ale obudziłyśmy się 4.55! Ale Dave nie odjechał bez nas. Uff... to by było wybitnie słabe rozegranie.

Piąta nad ranem:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Juicy na posterunku

Image Hosted by ImageShack.us

Pożegnanie

 Image Hosted by ImageShack.us

 

I Edmonton!

Nadszedł czas nowych świeckich tradycji. Pierwsza to taka, że wylądowałyśmy pod McDonaldem, druga, że przyjechała po nas siostra Mela, trzecia taka, że obchodziliśmy na farmie urodziny Mela, czwarta taka, że potem obchodziliśmy też moje. Wszystko jak dwa lata temu! Nawet Marka udało się spotkać :)

Tutaj czas się trochę jakby zatrzymał – weszłyśmy tak, jakbyśmy przed chwila wyszły, wszystko znajome, po domu dalej dreptały siostry Blackie i Ginger (ta z nieodłącznym butem/pluszakiem/czapką w zębach), już 14,5 letnie, ale nie było po nich widać kolejnych dwóch lat, jakie minęły.

 W ogóle było jeszcze całe mnóstwo wspólnych mianowników – steki, lody, praca w polu, koszenie trawnika, bezustanne próby wsparcia Mela i bezustanne poczucie, że on nam więcej czasu poświęca niż my jesteśmy w stanie mu pomóc;) Ale tak to właśnie z Melem jest - „that is ok”. Everything is.

Chyba do listy życzeń wobec życia musimy dopisać sobie traktory, bo znowu miałyśmy okazję zasiąść za sterami i obie byłyśmy z tego faktu niezwykle zadowolone :) Super frajda! Nie wiem jak to jest jak się przesiedzi w takim traktorze tydzień, albo dwa, my skończyłyśmy znowu na niedosycie i chcemy więcej!

No i znowu wspólny element tej i poprzedniej wizyty – za krótko, za szybko. Trzeba wyjeżdżać! I wtedy i teraz wpadłyśmy „poza planem”, więc od początku wiedziałyśmy że czasu jest mało. A żeby się nacieszyć i rzeczywiście pomóc musiałybyśmy tu spędzić co najmniej 7-10dni. Może kiedyś się uda? Miejmy nadzieję :)

 

A teraz fuuura fot!

 

W drodze na pola i pastwiska

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Krótkie przypomnienie co i jak i Wanda ruszyła grabić siano.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

A tu żeśmy z Melem pięknie przesunęli pastwisko w tym czasie. W tym sznureczku płynie prąd of kors.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Krowy nie mogły się doczekać!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Najpierw nieśmiało...

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

I... Poszły!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Pan i władca ;)

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

A tu nowość ( sensie dla naszych farmerskich umiejętności) - nabijanie bel z sianem. 

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Ale się da.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

No pięknie, pięknie, nie tylko na zdjęciu!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Jedna tura pojechała, a do zmroku zwoziłyśmy drugą. Ah...

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Z dedykacją dla Asher

Image Hosted by ImageShack.us

I Kilka psiurów. Wiek 14,5, 10, 2. Dopasować ;)

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Uff... Ale się narobiło tych zdjęć!

 
1 , 2
Locations of Site Visitors