Kategorie: Wszystkie | ENGLISH VERSION | polska
RSS
sobota, 27 sierpnia 2011
Combos odc. 3

Uwaga, najpierw należy przeczytać Combosa c.d., który jest poniżej. Nic nie poradzę, bloxowcy nie przewidzieli, że ktoś może chcieć zbombardować swój blog taką ilością zdjęć ;)

 

Tą oto dygresją(z poprzedniego odc.) prześlizgnęliśmy się w kolejny dzień, bo moje przedchwilowe „dziś” dotyczyło wtorku :) Jesteśmy bogatsze o nowe doświadczenia, możemy dopisać do CV obsługę snopowiązałki. Dzięki Burlowi, synowi Betty i Johna jazda traktorem stała nam się bliższa :)

Przy traktorze nie było ręki na aparat, ale jest coś ze zwożenia klocków:

 

 

 

 

 

 

 

 

Zrobiliśmy też dzisiaj objazd całego rancza w celu doglądnięcia krów. Brzmi niewinnie, ale krów jest 200 sztuk + tyle samo cielaków i w praktyce było to przejechanie pickupem (z dwoma psami na tylnym siedzeniu) przez OGROMNĄ przestrzeń (całość to ok.7 mil kwadratowych) pokonując zbocza, strumienie, trawy i chaszcze, których ja bym nawet nie podejrzewała o przejezdność. Takie korzystanie z dodga to ja rozumiem, a nie miastowe podniecanie się, ze można zawrócić przez pas zieleni.



To było rewelacyjne, z wielu względów, sama frajda jazdy to jedno, prze-pie-kne tereny i widoki, to drugie, ale możliwość podjęcia próby zrozumienia na czym polega życie na ranczu, ile to wymaga pracy, która jest stylem życia, a nie działaniem zarobkowym, to było niesamowite. Nie pamiętam kiedy ostatnio tyle myśli naraz kłębiło mi się po głowie. Normalnie muszę przyznać, że te dwie, czy trzy(!) godziny w samochodzie z Burlem zrobiły na mnie większe wrażenie niż cały Grand Kanion razem wzięty. Biedni jesteście, bo mi po prostu brak słów, żeby opisać wszystko co mi się po mózgu i po sercu obija. Ach.

Cofamy się na chwile w czasie do poniedziałku, kiedy to pożegnałyśmy Marti i Dawn. Naprawdę, to jest najgorsze w tym podróżowaniu, że musimy się tak szybko rozstawać z ludźmi, z którymi tak nam dobrze. Niesamowite jest tez to jak wiele razy dane nam było spotkać TAKICH ludzi, z którymi tak szybko udało nam się mieć tak świetny kontakt. Marti obiecała nam wspólne zdjęcie, którego w końcu mnie zrobiłyśmy, więc trzeba będzie coś wykombinować, żeby mogła dotrzymać obietnicy :) O Dawn nie było za dużo i to jest właśnie kolejny efekt naszego zapóźnienia blogowego, ale jest to pańcia Cruncha, syna brata Spura (czarnego), która jest naprawdę świetna i ma śmiech, którego mam nadzieję nigdy nie zapomnieć. Słychać ją w obrębie mili i nie sposób się wtedy samemu nie uśmiechnąć. O :)



 

Ok, wtorek, tak? Już kończymy, mam plan to dziś umieścić, a jest północ i przede mną wrzucanie tych dzikich ilości zdjęć(które wy już widzieliście;)), ALE muuuszę się pochwalić. Juica właściwie. I podziękować Betty. Oto bowiem zapasaliśmy dziś owce. Po raz piąty (ciekawe kiedy przestanę to liczyć ;)). Po raz piąty, nie ostatni, ale bezapelacyjnie najlepszy do tej pory! Początek był wkrętką, ale ją rozchodziliśmy, co trwało dobre 15 minut. Mam i z tego nagranie, jeśli ktoś potrzebuje otuchy w pracy nad spokojem swojego psa, to mogę udostępnić 8 minut chodzenia wokół owiec na luźnej smyczy:) Bardzo, bardzo się cieszę, że mogliśmy mieć ten czas i przepracować nadmiar emocji. Potem Juicy został rozebrany i zaczęło się :) Dziś bez opisu, zapraszam na film. Powiem tylko, że dzięki pozytywnej energii, jaką to we mnie wlało, siedzę w środku nocy i stukam w klawiaturę zgrabiałymi z zimna palcami, bo nie mogę się oderwać i pójście do namiotu po ciuchy :)



I filmik:


 Można klaskać ;) Żartuję i sorry, że się tak podniecam ;)

 

Na rozluźnienie porcja zdjęć Wandy ze spaceru po okolicy:



Wtorek było ostatnim dniem życia moich ukochanych spodni, ale myślę, ze spędziły go bardzo dobrze, nie można lepiej inż życiem farmera :)



Na zakończenie tylko dodam, ze nasze „plany” (uwaga, zaskoczenie!) ulegają ciągłym, totalnie nieprzerwanym modyfikacjom i z tego powodu ciągle tu jesteśmy, choć wstępny plan był taki, żeby zostać do przedwczoraj. Zostajemy do pojutro ;)

Dobranoc, dzień dobry - jak kto woli :)

Combos c.d.

Jak to było do przewidzenia demotywacja, jaka zafundował mi blox we własnej osobie zaowocowała tym, że dopiero teraz pojawia się Combos c.d. Ale lepiej późno niż wcale, jak mówią górale.

 



Zawody

Nadeszły. Trzy dni pełne ludzkich, psich, krowich, owczych i kaczych wysiłków. Od rana do wieczora odbywało się pasanie, przeganianie przez bramki i zaganianie do zagrody. Sędziowały Marti i Maxine (żona Jedda, kto uważnie czytał bloga, ten powinien pamiętać). Oprócz silnej grupy aussieków wystartowały 3 kelpiki i 2 psy rasy hanging tree cow dog (pierwszy raz słyszałam i widziałam).

Kelpik z dedykacją dla Marysi od Uny, a właściwie od Racy w tym przypadku (może tu zagląda)

 

Znalazłyśmy wspaniały punkt widokowy, z którego widać wszystko jak na dłoni. Jakoś nie było kolejki chętnych, żeby wejść na górę, więc miałyśmy wyłączność ;)



Komenda "wiewiór" wydana z pozycji nietypowej, ale wykonana bezbłędnie ;)



Mam kilka nagrań, zapraszam do obejrzenia mistrza Spura pod przewodnictwem Betty (nie mylić ze Spurem z Teptations, choć wspólna krew jest – czekoladowy jest bratankiem czarnego. Pozdrowienia dla niepsich znajomych pukających się teraz w głowę ;)).

 

Bardzo fajnie było móc to wszystko oglądać, pomagać, rozmawiać, być.

W niedzielę przygotowałyśmy obiad, którego najbardziej polskim akcentem była zupa kalafiorowa :) Wanda pogrywała na gitarze i w ogóle było strasznie miło :)

W poniedziałek nadszedł czas na zawody „w terenie”, trzeba było zgarnąć stado z pastwiska, zagonić do zagrody, posortować i załadować do przyczepy. Życie :) Był mały zonk, bo krówska nie właziły nigdy wcześniej w swoim bydlęcym życiu do takiego cuda, jak trailer i pierwsi zawodnicy mieli ciężko. Na szczęście zostało to rozwiązane szybko i bez szumu, wszystkie kopytne przerobiły raz tą akcję dla nabrania wprawy, ci co zdążyli wystartować mogli powtórzyć tą część i w ogóle jestem pod wrażeniem tego, że nie było żadnych kwasów z tego powodu, po prostu wszyscy są dla siebie życzliwi i naprawdę trenują pasienie to z pasją, a nie dla jakiejś chorej rywalizacji. Nie mam konta na fejsbuku, ale zaznaczyłabym, że „lubię to” :)

Seria zdjęć zawodowych i okolicznych, musicie wybaczyć ich liczbę.

 Chrunch, chrunch :)

 





i borderek :)

W ramach oddechu od fot z krowami i kurzem - przerwa na spacer:



I dalej kurz:



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Corgiś z dedykacją dla martity







ogłoszenie wyników



Boooże, w ogóle tak mi szkoda, że nie pisałam wszystkiego od razu, bo tu się tyle rzeczy dzieje, może drobnych, ale każda taka drobna sprawa, to temat na stronę. Mogę powtarzać do znudzenia, ale naprawdę, ci wszyscy ludzie są tacy wspaniali. Mam wielką nadzieję, ze będzie dane nam jeszcze się wybrać na taką włóczęgę, problem polega na tym, że chyba już zawsze będziemy robić tą samą trasę, bo tyle mamy znajomych do wizytowania, że nie można byłoby przepuścić okazji do ponownego spotkania. Jedyne co, to jakoś nasze wciąż żywe i dobrze się mające ciała, będące twardymi dowodami na „nie-taki-stop-straszny...” wciąż są mało przekonujące dla niemal wszystkich, których spotykamy i dziś wysłuchiwałyśmy chóru głosów jak to następnym razem mamy wynająć albo kupić samochód. Na nasze uśmiechy i kręceni głowami chór (żeński ;)) zaczął krzyczeć, że oni nam pożyczą albo wynajmą :D Ech, gdyby nie stop, to nie spotkałybyśmy i nie poznały tak dobrze nawet połowy z nich. Niewdzięcznicy ;) Uwielbiamy ich :D

Tą oto dygresją... (na c.d. ciągu dalszego zapraszamy do Combosa 3)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Locations of Site Visitors