Kategorie: Wszystkie | ENGLISH VERSION | polska
RSS
wtorek, 31 lipca 2012
I postanawiam poprawę ;)

Może już macie dość tego naszego pseudowspinania, ale jest plan wykonania sztucznego oddychania "panu Blogu", a przygotowałam już wcześniej tych kilka słów, więc się dzielę. Oczywiście jesteśmy już setki, tysiące kilometrów dalej, no ale co zrobić ;)



No i już wiadomo jak się nasza górska wyprawa zakończyła. Nie było nam z tym jednak tak źle, jakby się mogło wydawać. Szkoda trochę, bo na pewno samo podejście jak najbardziej w naszym zasięgu, ale ta pogoda była naprawdę masakryczna (film tego do końca nie oddaje, bo ani zimna, ani mokra, ani wiatru tak naprawdę z niego nie czuć), a szlak mniej niż niewyraźny. To bardzo ciekawe, jak oni tu znakują… Czerwonymi kamieniami! Sweet, proszę sobie szukać. Zastanawiałam się, skąd ten czerwony kolor przyszedł im do głowy i myślę, że Wanda znalazła odpowiedź – to przecież najpopularniejsza tutaj i najtańsza farba do malowania domów! Taka jest w każdym razie teoria względem szwedzkich budynków właśnie (wszystko bordowo-czerwone z białymi framugami). Mogli te kamienie w górach chociaż polecieć białym dookoła ;)



Z cyklu mała rzecz, a cieszy - po wycieczce miałyśmy farta, bo choć o pierwszej w nocy schronisko niemal spało, to na barze stała porzucona duża, gruba szklanka, w której mogłyśmy sobie przygotować pyszną i co najważniejsze gorącą zupę z proszku. Pycha! Lekkie przesuszenie psa między butami turystów, transfer do namiotu (którego nie zwiało!:)) i spać. Nie było nawet tak zimno. Chwila, na którą tak długo czekałam, całkiem szybko przyszła i jeszcze szybciej przeminęła. Przed południem w miarę sprawnie ogarnęłyśmy się w kwestiach powrotnych i o 17.30 byłyśmy na dole, już po przemierzeniu naszych 19km w odwrotnym kierunku :) Łapanie stopa do Kiruny zapowiadało się na zadanie dość ambitne, a niemyślenie o ewentualnym (bardzo ewentualnym) autobusie ułatwił nam fakt, że następny był dopiero o 12. w południe ;) Dopiero teraz zaczęło być zimno! Wciągałam na siebie kolejne warstwy, machając co jakiś czas do pojedynczych pojazdów opuszczających parking. Zazwyczaj odmachiwały mi ze środka całe rodzinki. No ale jak wiadomo, zawsze się jakoś udaje – Wanda kursowała miedzy mną a schroniskiem, z którego wyciągnęła kolejną porcję wrzątku na zupki. I nagle (naprawdę szybko) okazało się, że znalazła dla nas powrót! Zapytała jakiś ludzi, czy przypadkiem nie jadą do Kiruny, a oni, że owszem :) No i było załatwione. Musiałyśmy się trochę ścisnąć z bagażami na tylnej kanapie, bo w bagażniku  w wielkim kennelu jechał alaskan husky. Ale co tam, że mało miejsca, ważne, że nie utknęłyśmy! Co więcej, okazało się, że trasa Państwa Wielce Rozbawionych i Wybuchających Śmiechem Norwegów pokrywa się z naszą jeszcze na kolejne 80km! Byli nawet tak mili, że specjalnie dla nas zatrzymali się w Kirunie, żebyśmy zrobiły zakupy (wszyscy straszą, ze Norwegia droga i że lepiej mieć zapasy z innego kraju).

Super fajnie, dobranoc! Dobra, choć głośna, bo przy samych torach kolejowych i przy przejeździe, na którym dzwonili z pół minuty przed pojawieniem się pociągu i przez cały czas jego przemykania przez okolicę ;)



 

piątek, 27 lipca 2012
nie ma czasu!

Zamykaja mi wlasnie biblio,ale wrzucam filmik! Bawcie sie dobrze i sorry za te sciane wschodnia-nie mogltysmy sie powstrzymac!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Locations of Site Visitors